Mapa portalu: Centrum > Wiadomości kulturalno-rozrywkowe |
|
Wiadomość Wrzesień: Filmy DKF 16mmartKino (ul. Bieszczadzka) zaprasza na kolejną serię filmów w ramach Dyskusyjnego Klubu Filmowego "16mm". We wrześniu zobaczyć będzie można filmy: „Lwica”, „Cafe de los maestros”, „Nad Jeziorem Tahoe” oraz „Ojcze nasz. Krew z krwi”. Bilety na poszczególne obrazy tylko 7 zł. Lwica3 września (czwartek), godz. 19.00 ![]() Julia budzi się w swoim mieszkaniu otoczona krwią. Na podłodze leżą ciała Ramiro i Nahuela, Ramiro nadal żyje. Obaj byli jej kochankami. Ani Julia, ani Ramiro nie pamiętają dokładnie, co się działo poprzedniego, fatalnego wieczoru; oboje traktowani są jako podejrzani o dokonanie morderstwa i osadzeni jeszcze przed procesem w więzieniu. Spodziewająca się dziecka Julia trafia na oddział dla ciężarnych i matek z dziećmi, gdzie na świat przychodzi jej dziecko. I to właśnie nie morderstwo, a życie kobiet wychowujących dzieci w więzieniu jest kluczowe dla fabuły. Według argentyńskiego prawa, skazane na karę pozbawienia wolności mogą opiekować się dziećmi do czwartego roku życia. Po tym okresie trafiają do normalnego więzienia, a dzieci - pod opiekę rodziny bądź instytucji państwowej. Trapero nakręcił film w prawdziwym zakładzie karnym, a w niektórych rolach współwięźniarek obsadził przestępczynie. To tylko jeden z powodów dla jakich "Lwicę" ogląda się niczym paradokumentalny zapis życia na oddziale dziecięcym. Sposób filmowania potęguje wrażenie prawdy. Kamera śledzi Julię, pozostaje z boku. Świat za kratami, cały jego naturalizm, poznajemy jej oczami. Trapero rejestruje portret kobiety oskarżonej o morderstwo, a zarazem czułej matki małego chłopca. Dążenie głównej bohaterki do zajęcia silnej pozycji, potrzebnej do ochrony syna, równe jest jedynie zwierzęcemu instynktowi. Julia zmienia się z otępiałej, obojętnej kobiety, godzącej się na poniżenie ze strony najbliższych, w egoistyczną matkę. To popis aktorstwa z naprawdę wysokiej półki. Café de los Maestros10 września (czwartek), godz. 19.00 ![]() Weterani złotych czasów argentyńskiego tanga z lat 40. i 50. ubiegłego wieku w dokumencie porównywanym z "Buena Vista Social Club". Gustavo Santaolalla, dwukrotny laureat Oscara za muzykę filmową, poszedł tropem Wima Wendersa: postanowił zebrać po latach dawne sławy argentyńskiego tanga, po raz kolejny nagrać ich w studiu i pokazać na scenie. Film był tu poniekąd zdarzeniem pobocznym - reżyser Miguel Kohan podpatruje muzyków w czasie przygotowań do nagrania, na koncercie, w sytuacjach prywatnych. Artyści po latach znowu goszczą w studiu, w którym nagrywali swe największe przeboje, biorą do rąk ulubione instrumenty. Kamera dokumentalisty śledzi jak odnajdują się nawzajem, by stworzyć doskonale rozumiejący się zespół. W finale filmu oglądamy rezultat tego spotkania – wielki koncert mistrzów. Siła "Café de los Maestros" leży nie w formie, nawet nie do końca w fantastycznej muzyce, choć oczywiście filmu słucha się znakomicie. W dokumencie najciekawsze są momenty, gdy widzimy, w jaki sposób muzyka powstaje. Jak pojawia się błysk w oku, jak kolejni bohaterowie wpadają w trans, jak cieszą się ze wspólnego grania - i jak to wspólne granie ich zmienia. „Café...” to także coś więcej niż film muzyczny. Dużo mówi o Argentynie dawnej, wspominanej przez weteranów, i dzisiejszej, poszukującej tożsamości – także poprzez taniec i muzykę. Nad Jeziorem Tahoe17 września (czwartek), godz. 19.00 ![]() Odkrycie zeszłorocznego Berlinale - skromny film z Meksyku wyjechał z Berlina z nagrodą FIPRESCI i wyróżnieniem za szukanie w kinie nowych środków wyrazu. Obraz przypomina wczesną twórczość Jarmuscha, bo z pozoru niewiele się tu dzieje, a do tego poszczególne sekwencje połączone są prowokacyjnie długimi zaciemnieniami ekranu. Pustkowie gdzieś w Meksyku, z oddali słychać szum nissana. Potem huk, ekran się zaciemnia. Okazuje się, że samochód wbił się w słup. Kierowcy, młodemu Juanowi, nic się nie stało, ale silnik nie chce zapalić. Juan wyrusza więc do nieodległego miasteczka, by znaleźć mechanika. Na jego drodze pojawiają się dziwni, zwyczajni ludzie. Podejrzliwy staruszek Don Heber i jego pies Sica. Lucia, zagubiona młoda matka, która marzy o wypadzie na rockowy koncert i David, mający bzika na punkcie Bruce'a Lee. W mieścinie, którą wybornie pokazuje reżyser, nikomu się nie spieszy. Ludzie zaczynają coś robić i niczego nie kończą, bez słowa kładą się w ciągu dnia spać, przeskakują z tematu na temat. Podobnie jak chłopak, jesteśmy z początku tym mikrokosmosem zdziwieni, zniecierpliwieni, aż w końcu - razem z Juanem - zaczynamy patrzeć inaczej. To, co nieoczekiwane okazuje się najciekawsze. To, co najmniej istotne - najważniejsze. Powolność, spokój tego świata wciąga, hipnotyzuje. Obserwacja pozornie niewiele znaczących zachowań ma zbliżać widza do bohatera, pokazywać jego zagubienie, alienację, próbę nawiązania jakiegoś bliższego kontaktu z równie bezradnymi i nieszczęśliwymi mieszkańcami wyludnionej okolicy. Umiejętnością Eimbcke jest opisywanie samotności bez użycia słów. Meksykanin udowadnia, że świetnie sobie radzi z trudną minimalistyczną estetyką. Wie, jak komponować dramaturgię z niczego. Dobrze prowadzi aktorów naturszczyków. Piękne i nastrojowe niszowe kino. Ojcze nasz. Krew z krwi24 września (czwartek), godz. 19.00 ![]() Juan i Pedro spotykają się w ciężarówce pełnej nielegalnych, meksykańskich imigrantów, jadących do Nowego Jorku szukać lepszego świata. "Do Nowego Jorku" brzmi dla nich jak "do raju". Tyle że w błyskotliwym debiucie argentyńskiego reżysera ten nowojorski raj przypomina mroczny labirynt, który nie prowadzi do żadnego "american dream". Pedro pokazuje Juanowi zapieczętowany list od matki i opowiada nowemu przyjacielowi, że jedzie na pierwsze spotkanie ze swoim ojcem Diego, bogatym restauratorem, którego nigdy nie widział. Niestety, rano budzi się okradziony i ląduje na ulicy. Pozbawiony listu, dzięki któremu miał odnaleźć ojca, jest kompletnie zagubiony w obcym mieście. Jest głodny, nie zna języka, nie ma pieniędzy i żadnego punktu zaczepienia. Snuje się bezradnie po Nowym Jorku, który zamiast wielkiej, imponującej metropolii przypomina raczej bezduszną dżunglę. Tymczasem Juan, ten, który Pedra okradł pojawia się u Diego z listem, twierdząc, że jest jego synem... Christopher Zalla, nagrodzony Grand Prix w Sundance i w Toruniu na Tofifest, świetnie bawi się w filmie formą i narracją: błyskotliwie splata zazębiające się wątki, spotyka swoich bohaterów i pozwala im się mijać, ale wyzbywa się pokusy patetycznej, happyendowej puenty. Opracowanie na podstawie materiałów serwisów internetowych: www.filmweb.pl, www.gazeta.pl, www.onet.pl, www.stopklatka.pl (2009-09-02/03:12:12) |
Wyszukiwarka
|
Partnerzy portalu: | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() |
Informacje | | Wiadomości • Archiwum • Prognoza pogody |
Kultura | | Wydarzenia kulturalno-rozrywkowe • Archiwum • Terminarze kin: Sokół, artKino |
Krosno | | O mieście • Samorząd |
Internet | | Katalog lokalnych stron |
Komunikacja internetowa | | Tablica ogłoszeń • Opinie • Czat • Kartki elektroniczne |
Informator: | | Finanse • Pizza na telefon • Dania na telefon • Rozkłady: MKS, PKS, PKP, busy • Policja • Książka telefoniczna |
Kupuj: | | Bilety |
Archiwum wydarzeń specjalnych | | Biennale Lnu 2002 • Wybory samorządowe 2002, 2006, 2010, 2014 • Flash mob • Galicja Blues Festival: 2004, 2005, 2006, 2007 • Biennale Fotografii o Krośnie 2000-2005 • Zabytki poprzemysłowe Podkarpacia • Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy 2005 • Wyprawy rowerowe 2005 • Zlot 4x4 2004-2006 • Plebiscyt na najpopularniejszego sportowca Krosna - 2005-2008 • Górskie Zawody Balonowe 2000-2009 • Kartki z wakacji 2003-2006 |
Krośnieński Portal Internetowy Krosno24.pl. Istnieje od 2002 r. Wydawcą portalu jest firma SpeedArt.
Uproszczona wersja portalu na telefon komórkowy: www.krosno24.mobi
Kontakt z redakcją: e-mail - redakcja@krosno24.pl, tel. 13 493 44 44
Nowości / Zespół / Prywatność / Prawa autorskie / Oglądalność portalu / Patronat medialny /
Reklama / Kontakt / Więcej